Jak spędzić dobę w Krakowie na fotografowaniu

Wziąłem udział w akcji 24 Hours Project – fotografowanie życia miasta przez 24 godziny 19 marca – co godzinę należało wrzucać na Instagram zdjęcie opatrzone odpowiednim zestawem hashtagów i zrobione wyłącznie w tym dniu – mniej więcej o danej godzinie, kiedy się je zrobiło. Zaczyna się oczywiście o północy, co wcale nie jest takie wygodne, a dla mnie, który fotografuję tylko Xperią T, dość trudne. Ona nie nadaje się do nocnych zdjęć, zresztą jest powolna i ma swoje narowy. Continue reading

Book basket challenge – ku pamięci

Zostałem wywołany do odpowiedzi, więc po chwili zastanowienia (nie mogła być zbyt długa) spisałem książki, które jakoś były dla mnie ważne. To punkty zwrotne, które wpłynęły na moje życie. Było jeszcze kilka, ale uświadomiłem sobie to dopiero po publikacji, a liczy się to, co jest top of mind.

Picie kawy zwiększa podatność na argumenty

Jak donosi New Scientist, badania wykazały, że picie kawy prowadzi do większej podatności na argumenty, nawet gdy są one przeciwne naszym dotychczasowym poglądom. Naukowcy zastanawiali się, czy jest to wynikiem poprawy nastroju, czy koncentracji i oceny poznawczej wartości argumentów.

Z przeprowadzonych testów wynika, że jednak to drugie wchodzi w grę. Unikajmy więc kawy w dyskusjach światopoglądowych, żeby nie dać przeciwnikom satysfakcji z przekonania nas, pijmy zaś ją, gdy trzeba dojść wspólnie do jakichś pomysłów i rozwiązań.

Otaku w Gazecie

W GW przed tygodniem ukazał się interesujący artykuł na temat Otaku – japońskiego dekadenta zafascynowanego kulturą popularną: J. Bator, Dzień świra po japońsku, “Gazeta Wyborcza – Duży Format”, 16.05.2006.
Podsumowanie warte przytoczenia: [...] jeśli spojrzeć na świat otaku bez poszukiwania egzotycznych sensacji, można uznać go za lokalny przejaw ogólnego trendu opisanego w “Cząstkach elementarnych” Michela Houellebecqa. Japonia nie jest obcą planetą, lecz częścią globalnej wioski i dlatego jakaś część pasji i dziwactw otaku może wydać nam się swojska. Infantylizujący efekt konsumeryzmu, relacje międzyludzkie zapośredniczone przez technologię lub nawet ograniczone do wirtualnych “randek”, kompulsywne kupowanie rzeczy i gromadzenie informacji w naszych ukochanych komputerkach – przecież znamy to na co dzień. Spacerując po Akihabarze, myślę sobie, że japońscy otaku są prawdopodobnie jednymi z wielu przedstawicieli hiperindywidualizmu w hiperrzeczywistości, która nas coraz szczelniej otacza.

Billboard, czyli historia szkarady

W GW ukazał się felieton na temat książki Davida Bernsteina o reklamie zewnętrznej. Felietonistka zarzuca autorowi, że pisze nieaktualną i nudną historię reklamy, która zaraz po wydaniu zdezaktualizowała się z powodu rewolucyjnego No Logo. Śmieszny argument, bo aktywizm Naomi Klein okazał się ruchem chwilowym, modą, która już przebrzmiała. Marki należy oswajać (do czego niewątpliwie aktywizm się przyczynił), a nie zwalczać.

Najłatwiej jest wytoczyć działo No Logo na każdą książkę opisującą reklamę i marketing. Szkoda jednak, że reklama i marki mają się coraz lepiej. Gdziekolwiek spojrzeć, marki ukierunkowują nasze postrzeganie: Kupujemy na Allegro, dzwonimy z Nokii w Orange, Plusie albo Heyah, chodzimy do klubów o określonych nazwach, ba – czytamy Gazetę Wyborczą (lub Nasz Dziennik).

Dorota Jarecka, Billboard czyli historia maskarady