Klienci to największy kapitał firmy, twierdzi Don Peppers. Kapitał zaś powinien pracować, nie może ot tak bezczynnie leżeć, jak talenty zakopane w ziemi. Trzeba zatem zagonić klientów do pracy, niech zdejmą kilka pozycji kosztowych z budżetu marketingowego. Niech zaprojektują lody, wymyślą zakończenie piosenki, niech trochę popracują nad przyjaciółmi, aby też zadbali o swoje sztuczne szczęki.
Ta ostatnia akcja warta jest szczególnej uwagi, gdyż dowodzi, że marketing szeptany sprawdza się nie tylko wśród młodych. W branży farmaceutycznej nie wystarcza już aptekarz, przyszła kolej na „Goździkowe”. W Polsce, gdzie istotną rolę odgrywa osobiste polecenie i własne doświadczenie, a na dodatek rozmowy o bolączkach i schorzeniach odgrywają niepoślednią rolę w życiu społecznym, ten rodzaj marketingu ma przed sobą świetlaną przyszłość.
W kontekście marketingu szeptanego prowokowane demonstracje nie wyglądają już tak atrakcyjnie. Oczywiście z punktu widzenia mediów jest odwrotnie, spotkania Klubów Seniora nie wygrają z głośnym pochodem. Tu zaś media stają się dobrym rozsadnikiem informacji, przekazując slogany z transparentów szerszej publiczności.
Podobnie powinno stać się z inną ciekawą akcją, w której za dobrowolne golenie w ciężarówce firma odda pieniądze na zbożny cel. Dlatego jeśli do miasta zawita truck akcji „Pospolite golenie”, koniecznie trzeba skorzystać. Lokalne media z pewnością powiadomią o wizycie.
Prowokowanie „największego kapitału firmy” może zawierać element ryzyka. Co się stanie, gdy informatykowi prześlemy młotek? W najlepszym razie, grożąc nim, każe nam naprawić nasz własny komputer (w ten sposób my wejdziemy do grona prosumentów, a on stanie w awangardzie tego trendu). A jeśli w przypływie szału zachowa się jak luddysta XXI wieku i zaatakuje serwer firmowy?
Pamiętajmy! Gdy nasza grupa docelowa jest przepracowana, kapryśna i sfrustrowana, niech lepiej układa piosenki. Nawet Play to dla niej zbyt wiele.